To jeszcze jeden tekst opublikowany niedawno przez Modę Forum:

Koniec Przebierania
W ‘ Zrób to sam” pisałam o możliwości sprzedaży produktów małej marki za granicą. Nie napisałam najważniejszego: co tam pokazać?
Wydaje się, że to, w czym jesteśmy najlepsi i co z powodzeniem udaje nam się tutaj. Odpowiedź to połowiczne tak. Tak, na pewno nie warto robić czegoś, czego nie robimy i co nam się nie udaje, próby zmiany siebie na kogoś innego nie tylko rzadko są uwieńczone sukcesem, ale co gorsza nie dają ani odrobiny satysfakcji. Zresztą w świecie gdzie wszystko już jest to nasza inność i oryginalność daje nam jakiekolwiek szanse na wyróżnienie się i zdobycie swojego miejsca. Niby banał, każdy posiadający minimum rozsądku musi się z tym zgodzić, a jednak pokazanie się za granicą skutkuje natychmiastowym wysypem najróżniejszych rad z gatunku rób to czy tamto, nie znasz się, tu się sprzedaje tak, nie jesteś stąd ja wiem lepiej …itp.
Litości !
Bądźmy sobą, jednak weźmy pod uwagę fakt, że w innym świecie, hierarchia wartości i potrzeby społeczne mogą być inne. Trzeba jak dzieciak przyglądać się wszystkiemu dwa razy, obracając w myślach podstawowe, dawno już być może zapomniane pytania:
Dlaczego ktoś chciałby mieć naszą sukienkę, torebkę czy płaszcz? Gdzie to założy i po co? Co ma dla niego wartość? Gdzie bywa, kim chciałby być i co za tym idzie, na kogo wyglądać?
Na czym wcale mu nie zależy?
Światowy kryzys spowodował lekkie przewartościowanie i wymusił jasne określenie swoich priorytetów w i tak pragmatycznych zachodnich społeczeństwach. Do tego dołączył przesyt tanich i łatwo dostępnych marketowych (włączam w tą kategorię również duże popularne marki jak Zara czy H&M) towarów. Każdy może się dobrze ubrać nie wkładając w to zbyt dużo inwencji. Dzięki bardzo łatwemu dostępowi do informacji i niewiarygodnym rzeszom firm kopiujących tak zwane trendy każdy może się prosto, tanio i wygodnie przeobrazić w dowolnie wybraną osobę. Czy w związku z tym ubranie straciło swoją wartość jako sygnał- popatrz, kim jestem?
Niestety trochę tak.
Wielu ludziom, dla których moda nie była miłością życia, a tylko cywilizacyjnym wymogiem, elementem deklaracji przynależności do jakiejś grupy społecznej czy wiekowej, przestało zależeć na przebieraniu się. Coś, co jest łatwe, nieskomplikowane i dostępne, na co przepis ma każdy, co w związku z tym nie odróżnia już bogatych i wyrobionych od całkiem przeciętnych straciło swój powab.
Posiadanie rzeczy, a zwłaszcza ciuchów nie jest już elementem dobrego smaku, zbyt dobrze (starannie) ubrany człowiek nie zawsze jest trendy.
Ludzie inwestują swój czas, a mają go znacznie więcej niż 10, 20 lat temu w rozwój, chcąc stać się kimś szczególnym a nie w stroje, które mają tą wyjątkowość imitować. Miejsce wielkich bali, gdzie chodziło się pokazać, zajmują kameralne spotkania w gronie bliskich i lubianych znajomych. Nie boimy się być sobą.
Wiele osób spędza czas w swoich letnich domach na wsi i ogrodach. Często realizując swoje artystyczne marzenia, malują, fotografują, pieką i gotują a nawet śpiewają i piszą. Ruszają się. Zamiast wylegiwać się na plaży w stylowym kostiumie kąpielowym a wieczorami obnaszać sukienki po kafejkach Francuzi zaczęli masowo chodzić po górach. Nigdy w życiu nie widziałam takich tłumów początkujących górskich wędrowców jak w tym roku w Alpach francuskich.
Łatwy dostęp do bardzo dobrego i lekkiego sprzętu pozwolił „zwykłym” ludziom na uprawianie sportów wcześniej uznawanych za trudne czy wręcz ekstremalne, Lata się na paraglajtach, wspina, pływa na kajakach i raftach, nurkuje…
Ci, którzy tego nie lubią ćwiczą jogę.
Wolny czas w wraz z nim możliwość zastanowienia się nad sobą wywołała w ludziach potrzebę odkrywania swoich prawdziwych potrzeb, odporność na wmówione nam „trendy’ i niezależność.
Zamiast chodzić do teatru się pokazać, chodzi się obejrzeć sztukę. Efekt? Ani w Paryżu ani w Londynie nie widziałam w teatrze ludzi ubranych inaczej niż w ciągu dnia. To nie oznacza, że ubrania były niedbałe lub złe. Były swobodne, wielofunkcyjne, wygodne, naturalne, bez zadęcia i przesadnej elegancji.
Podkreślanie osobowości, nie zastąpienie jej zewnętrznym wizerunkiem. Na co dzień, nic od święta.
Chociaż pozornie wydaje się, że to dla nas problem, moda od dawna zajmowała się stwarzaniem wrażenia, pozorami i blichtrem, w rzeczywistości ta zmiana nastawienia do siebie i swojego wyglądu może być dla nas szansą.
Zmiany wymuszają nowe spojrzenia na potrzeby klientów. Przykładem mogą być choćby moje klientki dorosłe( 40, 50. 60-letnie) kobiety, które za nic nie chcą wyglądać elegancko i klasycznie jak ich mamy 20 lat temu, mają wysportowane figury młodych dziewczyn, ale nie ubrałyby się w fizycznie pasujące ale duchowo zbyt płytkie, zbyt mało intelektualne i zbyt mało stylowe, seksowne ciuchy nastolatek, choćby dlatego, że ich pozycja społeczna nie zależy już od uznania i finansów mężczyzn. Realizują swoje marzenia i chcą, żeby było to widać.
Jeżeli chcecie Państwo do nich dotrzeć zapomnijcie o wydekoltowanych balowych kreacjach, nabijanych kryształami i bogato zdobionych, o piórach, lureksie i cekinach, o kokardkach. Zapomnijcie o rzeczach wybitnie wieczorowych, nienadających się do prania i ogólnie kłopotliwych. Też o tych nadmiernie seksownych i kusych. Najbardziej sprawdzają się dobre jakościowo oryginalne i proste (to wcale się nie wyklucza), wielofunkcyjne ubrania dalekie zarówno od nudnawej klasyki jak i słodkiego ozdobnego stylu, który jeszcze widuje się w Polsce. Ubrania, które dobrze wyglądają zarówno w dzień jak i wieczorem.
To niekoniecznie ma coś wspólnego z trendami opisywanymi w popularnych mediach. Tak naprawdę my mali mamy niewielkie szanse walki o popularne rynki i pospolitych klientów. A tych niepospolitych medialne nowinki niewiele obchodzą.
W dobie globalizacji klienci lubią i kupują rzeczy małych nieznanych firm i projektantów, zwłaszcza europejskich, ale tylko te wykonane z dobrych materiałów, przemyślane, naprawdę twórcze. Do tego w rozsądnej cenie i wygodne. W dużych europejskich czy amerykańskich miastach nikt nie potrzebuje kopii wielkich marek, czy inspirowanych nimi (delikatnie mówiąc), a w rzeczywistości wtórnych modeli. Ktoś, kto ma ochotę na Kenzo, bez problemu kupi sobie oryginał, wcale nie jest aż taki drogi.
W sklepach z małymi markami ludzie szukają autentyczności, świeżego spojrzenia, wygody i braku zadęcia. Prawdziwej kreatywności. Stylu. Ducha. Sztuki,…ale raczej dotyczących rzeczy do noszenia niż na wielkie okazje. Podkreślających a nie, przesłaniających osobowość. Sprytnych, łatwych (niekoniecznie dla nas … niestety) i na luzie.
Nie trzeba promować, lansować, podlizywać się mediom, bywać i szukać sponsorów. W dużym świecie paradoksalnie jest szansa na zwykłe, skromne i szczęśliwe bycie sobą, także i dla nas twórców. Ci, którzy zainwestują swój czas w wewnętrzny rozwój i doskonalenie własnego warsztatu na pewno nie zginą, chociaż szansa, że błysną jak gwiazdy jest nikła.
Nie każdemu się to spodoba.
Jest dla nas miejsce, ale żeby je zdobyć trzeba trochę powalczyć, często zaczynając od siebie samego.
