rozstajne drogi

Mam problem z modą. Nie dlatego, że nie chcę się nią zajmować, tylko dlatego, że wszystko wydaje mi się płytkie. Pozbawione wyrazu i wtórne. Jeszcze sama nie wiem co zrobię. Moje płaszcze wciąż się dobrze sprzedają i są ludzie, dla których watro je robić.  Finansowo pierwszy raz od wielu lat nie potrzebuję mody. Skoncentrowałam się na sporcie i to mi wystarczy, chociaż to w sumie bardzo niewiele. Od miesięcy zastanawiam się czy w takiej sytuacji projektowanie mody ma jakikolwiek sens i jedyne co mi przychodzi do głowy to potrzeba kontynuacji, umysłowe ćwiczenia, dzięki którym nie wychodzi się z formy.  Co roku modowe wydziały kończą setki młodych ludzi. Uważają się za artystów, chcą wyrażać swoją osobowość, zabłysnąć. Chcą sławy. Na drugim końcu jest społeczeństwo, któremu tak naprawdę potrzeba tej mody coraz mniej i mniej.  Społeczeństwo, które się starzeje, chociaż wciąż nie wiem czy naprawdę dorasta. Które ma inne ważne problemy, nadwaga, cukrzyca, kryzys… Ludzie którzy stają się coraz bardziej samotni i wyobcowani. Czy rzeczywiście mogą im pomóc nowe ciuchy?  Jeżeli tak to jakie? Mnie poruszają już tylko te, które są jednocześnie  i nowatorskie i piękne. W zeszłym tygodniu na lotnisku w Barcelonie widziałam sklep z butami. Na jednej z półek stały piękne, proste i zaskakujące sandały zaprojektowane przez jakiegoś skandynawskiego architekta. Tak bardzo różne od innych, jak współczesna rzeźba od pamiątki z zakopanego. Nie wiem czy wygodne, nie przymierzałam. Nie były nawet bardzo drogie. Górskie buty, które miałam na sobie, były o wiele droższe. Dlaczego je wybrałam?  Zależało mi na niezawodności i pewności. Na tym, żeby moich najlepszych ( bo naprawdę wolnych) dni – tych w górach nie zepsuł mi żaden problem.  Moda a wraz z nią ubrania, buty, nawet torebki rozwija się już tylko w te dwie różne, chociaż niekoniecznie przeciwne strony. Technologia, która zapewnia rzeczom wytrzymałość, niezawodność i wygodę-  i sztuka ( dobry design) – która nadaje im niepowtarzalność i piękno. Obie te rzeczy, jeśli są naprawdę dobre, jest bardzo trudno wyprodukować i sprzedać, a na cokolwiek innego szkoda już chyba tracić czas. Na świecie jest  tak okropnie dużo wszelakiego chłamu…

To drogowskaz w jednej z pirenejskich dolin. Oznakowano drogę nad ładne jeziorko, do hotelu i do schroniska, nawet do wyciągu i oczywiście na parking ( przy Pont Espagne) . Niestety najciekawsze i najtrudniejsze drogi nie są oznakowane. Zaczynają się wyżej, w mało dostępnych i odludnych miejscach  i każdy musi ich sobie poszukać sam.  Tak samo jak w życiu czy pracy… Cóż najprawdopodobniej nie są komercyjne, a nie wiadomo nawet czy dokądkolwiek prowadzą :)

Opublikowano inspiracje | Skomentuj

ACTA

To gorący temat i budzi wiele emocji. Podobnie jak sama ochrona praw autorskich i kopiowanie. Jako twórca jestem przeciwna wszelkim możliwym plagiatom. Ukradziono mi wiele projektów. Kiedyś bardzo mnie to raniło. Z czasem przyzwyczaiłam się, a nawet wyhodowałam pewien rodzaj współczucia dla nieudaczników, którzy po to by zabłysnąć (czy może tylko zarobić), powielają czyjeś wzory. Być może zawodowa niepełnosprawność nie pozwala im stworzyć własnych, być może samo błyskanie (zarabianie) jest dla nich ważniejsze niż  istota projektowania -sam proces twórczy. To jednak marginalny problem. W ACTA nie chodzi wcale o ochronę praw projektantów i artystów.Tym zawsze jest bardzo trudno.  Chodzi o czysto komercyjny aspekt.  O pieniądze.

Teoretycznie nasze dzisiejsze prawo chroni własność intelektualną.W praktyce uzyskanie jakichkolwiek wyników przez projektanta, czy małą firmę okazuje się bardzo trudne i niestety bardzo drogie. Sądy nie rozumieją dlaczego kopiowanie wzornictwa szkodzi, trudno jest zakazać używania łudząco podobnych nazw. Łatwiej jest o całej sprawie zapomnieć i iść do przodu. Nie wiem czy tworzenie nowych praw ułatwi tą walkę. Być może tworzy tylko drzwi kolejnym urzędom, stworzy możliwość śledzenia i inwigilacji, zabierze wolność. Najprawdopodobniej jedyną dobrą stroną tego zamieszania jest zwrócenie uwagi na problem. Niestety ustawa  faworyzuje i tak już uprzywilejowanych wielkich, a wraz z nimi korporacje i zrzeszenia. Samotny twórca nie ma dla nikogo wartości, nie ma też żadnych ekonomicznych powodów, żeby go chronić, a wiele przemawia za tym, żeby go zgrabnie oskubać. Czyli i tak jesteśmy w punkcie wyjścia…

Jestem idealistką. Wierze, że jedynym sposobem, na to żeby ludzie nie kradli jest rozwój świadomości co to jest kradzież. Niewiele osób ukradłoby komuś rower, czy opróżniło torebkę. Z wartościami niematerialnymi jest gorzej. Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe. Nie działaj na czyjąkolwiek szkodę… Dla mnie takie zachowania są miarą jakości życia. Jak czysta woda czy czyste powietrze.  Ale kto dzisiaj bierze tak niemodne hasła poważnie? W świecie biznesu i polityki liczą się tylko obroty i zyski. Prestiż,  pozycja, kasa i sława. Nowe możliwości.

Nikt z nas nie żyje w próżni. Na świecie robi się tłok. Każde działanie odbija się na życiu i uczuciach innych, każde napisane słowo rzuca cień na wszystko co jest wokoło. Dobrze czy źle? To zależy od nas. Nie od praw.

…a tak naprawdę, platany w Colmars les Alps nie wyglądały aż tak groźnie jak ich potworne cienie, atakujące doskonałe fortyfikacje wzniesione kiedyś przez Vaubana. Sztuka panowania nad platanami polega na odpowiednim cieciu. .. Może wiec i my powinniśmy powalczyć o przycięcie ustawy tak, żeby nas chroniła a nie atakowała?

 

Opublikowano Kasia-N po polsku | Skomentuj

hibernacja?

Długo nie pisałam. Czasem tak jest, że myśli i plany potrzebują czasu, żeby się ułożyć. To bardzo dziwny rok. Nie, żeby inne były zwykłe, tak naprawdę w pracy projektanta mody nie ma zwykłych lat, niemniej ten wyróżnia się nawet na tle tamtych burzliwych wydarzeń.

Ten rok jest przełomowy.

Chcemy czy nie zmienia się cała Europa. Czasy w których ludziom zależało na wrażeniu, liczył się wizerunek i pozycja odchodzą w przeszłość. Być może te wszystkie sztuczne i łatwo się poddające manipulacjom rzeczy nie spełniły oczekiwań. Nie przyniosły szczęścia. Nie wiem, bo nigdy mi na nich za bardzo nie zależało.

Nie zależało mi też na tych bardzo zwykłych, które tak wielu ludziom wypełniają całe dnie, gotowaniu, sprzątaniu spotkaniom na których gada się o niczym.  Chciałam, żeby to co udało mi się stworzyć trwało. Robiłam rzeczy, które bardzo się od innych różniły. Wyprzedzały czas, dostawały nagrody, ale nie zawsze się sprzedawały. Pewnie wiele osób zastanawiało się po co mi, fizykowi o ścisłym umyśle i raczej nie powierzchownych zainteresowaniach- moda- królowa wszystkiego co jednorazowe i sztuczne.

To długa historia. Zawiła i nawet dla mnie nie jasna. Moda mi po nic. Nie potrzebuję bezsensownych ubrań, których jedynym celem jest krótkotrwały błysk.  Nie widzę sensu tworzenia  rzeczy niepotrzebnych, gromadzenia i posiadania.

Myślałam o tym przez całe lato. Jedynym usprawiedliwieniem dla designu jest piękno.

Piękna nigdy dosyć. Nawet w najcięższych, najbardziej pragmatycznych czasach. Też teraz, kiedy mamiona wizjami dobrobytu bez granic Europa budzi się ze snu zastanawiając się kim teraz jestem? Kim będę za kilkanaście, kilkadziesiąt lat?

Miejscem dla czystego, nieużytecznego piękna jest sztuka. Od Mody… hmm… nie lubię już tego słowa, od projektowania ubrań ? ( designu? … nie bardzo to brzmi po polsku) mamy prawo wymagać więcej. Użyteczności, dopasowania, ochrony przed gorącem i zimnem, powściągliwości, opanowania, wiedzy…  harmonii i piękna, których ubranie ma dodać nam- nie sobie!

Może właśnie nadszedł czas, żeby zamiast dziesiątkami mało wartościowych rzeczy otoczyć się tylko kilkoma wyjątkowymi przedmiotami? Żeby docenić ich piękno?

 

Opublikowano inspiracje | Skomentuj

ogród na piasku?

To nie na temat, ogród  nie mia wiele wspólnego z modą, jedyne co je  łączy to fakt, że i jeden i drugi jest trudny i …  jeden i drugi jest mój.

10 lat temu zmuszeni problemami z wynajmowaniem budynku kupiliśmy rozpadającą się wiejską dyskotekę.  Teren wokół był zasypany śmieciem- żużlem, piachem z wykopów, tłuczonym szkłem.  Niemal przy każdym wbiciu łopaty na zewnątrz wyłaziły jakieś dziwaczne przedmioty- kalosze, podeszwy od butów, połamane narzędzia, plastikowe worki. Trafiały się też kafelki, brykiety węgla, doły z wapnem… Puste pozbawione jakichkolwiek drzew, (poza jedyną topolą)  miejsce było tak nieprzyjazne, że nie chciały na nim rosnąc żadne rośliny. Na całych połaciach nie było nawet chwastów, fragmenty gdzie ziemia była lepsza porastała wysoka i ostra, niemal wydmowa trawa. Kiedy zakwitła sięgała mi mniej więcej do pasa. Może kiedyś opiszę całą historię tego ogrodu. Dzisiaj ma ponad 10 lat. Jest nietypowy, większą część porasta kwitnąca latem dzika łąka, reszta to krzewy i drzewa, w większości pospolite, rodzime gatunki, takie, które miały ochotę u nas rosnąć. Wiele z tych, które posadziłam w pierwszych latach zginęło. Ginęły na różne sposoby. Te bardziej modne i znane z kolorowych czasopism zostały nam ukradzione. Nocami ktoś właził przez płot i wynosił iglaki. Nie ruszył tylko kosówek, widocznie nie były wtedy trendy.

Było mi żal i jeszcze teraz po latach nie potrafię darować, nie samych krzewów, bo te niemodne , które się uchowały nadały ogrodowi znacznie ciekawszy charakter, tylko projektu, który nigdy nie został zrealizowany. Złodziej zrujnował mi wtedy doszczętnie wszystkie plany.

Ogród przez lata wydawał się zimą pusty i opuszczony, a znajomi i przyjaciele, chcąc mnie pocieszyć, zaczęłi mi przynosić wszystkie kupione kiedyś pochopnie, a teraz niemieszczące się w ich ogródkach krzaki.

Zamiast planować co i jak chciałabym mieć  musiałam nauczyć się umiejętnie usadzać to  co już miałam, co chciało i potrafiło tutaj przetrwać.

Teraz kiedy mogę spojrzeć  z perspektywy  lat widzę, że powstało coś niezwykłego. Niepodobnego do innych ogrodów, żywego i samodzielnego. Dziesięcioletnie drzewka są niskie i wiele z nich przybrało malownicze kształty, krzewy i kwiaty kwitną bardzo obficie, być może obawiając się że każdy sezon może być ich ostatnim. Pojawiły się dzikie zwierzątka- ptaki, ropuchy, zaskrońce. Nie podlewamy ogrodu, nie nawozimy i nie używamy herbicydów. Pozwalamy, żeby ten wyrosły w trudnych warunkach ekosystem radził sobie sam…

…prosta historyjka. Dość zwyczajna.  Ciekawe jest tylko, to że w podobny sposób działa nasza wciąż przecież  mała firma. Pewnie większość małych firm. Moda, którą się zajmuję to  trudne nisze, takie, których nikt inny nie chciał, modne i popularne pomysły zostały mi ukradzione, nic co zrobiłam nie wyrosło na wielką skalę,  choć czasem bywało malownicze, zdarzyło mi się przecież tyle nieprawdopodobnych historii, dostałam tyle  nagród…

Mała firma, która chce projektować naprawdę dobrą modę to ogród na piachu, w trudnym terenie, skazany na małe przyrosty i ciężką pracę. Na czas, który wydaje się nie płynąć, niespełnione nadzieje, mnóstwo rozczarowań.  Na walkę.

Jeżeli taki twór przetrwa najprawdopodobniej będzie  kwitł.  Roślinki rosnące w złych warunkach są twarde. Tworzą długie korzenie, trudno je zasuszyć i jeszcze trudniej …powyrywać.

Taką mam nadzieję. Bo wszyscy mówią, że teraz jest kryzys, a ja go nie czuję… i nie wiem czy przyjdzie z opóźnieniem, czy takich jak my ominie?

 

 

 

Opublikowano inspiracje | Skomentuj

Koniec przebierania

To jeszcze jeden tekst opublikowany niedawno przez Modę Forum:

Koniec Przebierania

W ‘ Zrób to sam” pisałam o możliwości sprzedaży produktów małej marki za granicą. Nie napisałam najważniejszego: co tam pokazać?

Wydaje się, że to, w czym jesteśmy najlepsi i co z powodzeniem udaje nam się tutaj. Odpowiedź to połowiczne tak. Tak, na pewno nie warto robić czegoś, czego nie robimy i co nam się nie udaje, próby zmiany siebie na kogoś innego nie tylko rzadko są uwieńczone sukcesem, ale co gorsza nie dają ani odrobiny satysfakcji. Zresztą w świecie gdzie wszystko już jest to nasza inność i oryginalność daje nam jakiekolwiek szanse na wyróżnienie się i zdobycie swojego miejsca. Niby banał, każdy posiadający minimum rozsądku musi się z tym zgodzić, a jednak pokazanie się za granicą skutkuje natychmiastowym wysypem najróżniejszych rad z gatunku rób to czy tamto, nie znasz się, tu się sprzedaje tak, nie jesteś stąd ja wiem lepiej …itp.

Litości !

Bądźmy sobą, jednak weźmy pod uwagę fakt, że w innym świecie, hierarchia wartości i potrzeby społeczne mogą być inne. Trzeba jak dzieciak przyglądać się wszystkiemu dwa razy, obracając w myślach podstawowe, dawno już być może zapomniane pytania:

Dlaczego ktoś chciałby mieć naszą sukienkę, torebkę czy płaszcz? Gdzie to założy i po co? Co ma dla niego wartość? Gdzie bywa, kim chciałby być i co za tym idzie, na kogo wyglądać?

Na czym wcale mu nie zależy?

Światowy kryzys spowodował lekkie przewartościowanie i wymusił jasne określenie swoich priorytetów w i tak pragmatycznych zachodnich społeczeństwach. Do tego dołączył przesyt tanich i łatwo dostępnych marketowych (włączam w tą kategorię również duże popularne marki jak Zara czy H&M) towarów. Każdy może się dobrze ubrać nie wkładając w to zbyt dużo inwencji. Dzięki bardzo łatwemu dostępowi do informacji i niewiarygodnym rzeszom firm kopiujących tak zwane trendy każdy może się prosto, tanio i wygodnie przeobrazić w dowolnie wybraną osobę. Czy w związku z tym ubranie straciło swoją wartość jako sygnał- popatrz, kim jestem?

Niestety trochę tak.

Wielu ludziom, dla których moda nie była miłością życia, a tylko cywilizacyjnym wymogiem, elementem deklaracji przynależności do jakiejś grupy społecznej czy wiekowej, przestało zależeć na przebieraniu się. Coś, co jest łatwe, nieskomplikowane i dostępne, na co przepis ma każdy, co w związku z tym nie odróżnia już bogatych i wyrobionych od całkiem przeciętnych straciło swój powab.

Posiadanie rzeczy, a zwłaszcza ciuchów nie jest już elementem dobrego smaku, zbyt dobrze (starannie) ubrany człowiek nie zawsze jest trendy.

Ludzie inwestują swój czas, a mają go znacznie więcej niż 10, 20 lat temu w rozwój, chcąc stać się kimś szczególnym a nie w stroje, które mają tą wyjątkowość imitować. Miejsce wielkich bali, gdzie chodziło się pokazać, zajmują kameralne spotkania w gronie bliskich i lubianych znajomych. Nie boimy się być sobą.

Wiele osób spędza czas w swoich letnich domach na wsi i ogrodach. Często realizując swoje artystyczne marzenia, malują, fotografują, pieką i gotują a nawet śpiewają i piszą. Ruszają się. Zamiast wylegiwać się na plaży w stylowym kostiumie kąpielowym a wieczorami obnaszać sukienki po kafejkach Francuzi zaczęli masowo chodzić po górach. Nigdy w życiu nie widziałam takich tłumów początkujących górskich wędrowców jak w tym roku w Alpach francuskich.

Łatwy dostęp do bardzo dobrego i lekkiego sprzętu pozwolił „zwykłym” ludziom na uprawianie sportów wcześniej uznawanych za trudne czy wręcz ekstremalne, Lata się na paraglajtach, wspina, pływa na kajakach i raftach, nurkuje…

Ci, którzy tego nie lubią ćwiczą jogę.

Wolny czas w wraz z nim możliwość zastanowienia się nad sobą wywołała w ludziach potrzebę odkrywania swoich prawdziwych potrzeb, odporność na wmówione nam „trendy’ i niezależność.

Zamiast chodzić do teatru się pokazać, chodzi się obejrzeć sztukę. Efekt? Ani w Paryżu ani w Londynie nie widziałam w teatrze ludzi ubranych inaczej niż w ciągu dnia. To nie oznacza, że ubrania były niedbałe lub złe. Były swobodne, wielofunkcyjne, wygodne, naturalne, bez zadęcia i przesadnej elegancji.

Podkreślanie osobowości, nie zastąpienie jej zewnętrznym wizerunkiem. Na co dzień, nic od święta.

Chociaż pozornie wydaje się, że to dla nas problem, moda od dawna zajmowała się stwarzaniem wrażenia, pozorami i blichtrem, w rzeczywistości ta zmiana nastawienia do siebie i swojego wyglądu może być dla nas szansą.

Zmiany wymuszają nowe spojrzenia na potrzeby klientów. Przykładem mogą być choćby moje klientki dorosłe( 40, 50. 60-letnie) kobiety, które za nic nie chcą wyglądać elegancko i klasycznie jak ich mamy 20 lat temu, mają wysportowane figury młodych dziewczyn, ale nie ubrałyby się w fizycznie pasujące ale duchowo zbyt płytkie, zbyt mało intelektualne i zbyt mało stylowe, seksowne ciuchy nastolatek, choćby dlatego, że ich pozycja społeczna nie zależy już od uznania i finansów mężczyzn. Realizują swoje marzenia i chcą, żeby było to widać.

Jeżeli chcecie Państwo do nich dotrzeć zapomnijcie o wydekoltowanych balowych kreacjach, nabijanych kryształami i bogato zdobionych, o piórach, lureksie i cekinach, o kokardkach. Zapomnijcie o rzeczach wybitnie wieczorowych, nienadających się do prania i ogólnie kłopotliwych. Też o tych nadmiernie seksownych i kusych. Najbardziej sprawdzają się dobre jakościowo oryginalne i proste (to wcale się nie wyklucza), wielofunkcyjne ubrania dalekie zarówno od nudnawej klasyki jak i słodkiego ozdobnego stylu, który jeszcze widuje się w Polsce. Ubrania, które dobrze wyglądają zarówno w dzień jak i wieczorem.

To niekoniecznie ma coś wspólnego z trendami opisywanymi w popularnych mediach. Tak naprawdę my mali mamy niewielkie szanse walki o popularne rynki i pospolitych klientów. A tych niepospolitych medialne nowinki niewiele obchodzą.

W dobie globalizacji klienci lubią i kupują rzeczy małych nieznanych firm i projektantów, zwłaszcza europejskich, ale tylko te wykonane z dobrych materiałów, przemyślane, naprawdę twórcze. Do tego w rozsądnej cenie i wygodne. W dużych europejskich czy amerykańskich miastach nikt nie potrzebuje kopii wielkich marek, czy inspirowanych nimi (delikatnie mówiąc), a w rzeczywistości wtórnych modeli. Ktoś, kto ma ochotę na Kenzo, bez problemu kupi sobie oryginał, wcale nie jest aż taki drogi.

W sklepach z małymi markami ludzie szukają autentyczności, świeżego spojrzenia, wygody i braku zadęcia. Prawdziwej kreatywności. Stylu. Ducha. Sztuki,…ale raczej dotyczących rzeczy do noszenia niż na wielkie okazje. Podkreślających a nie,  przesłaniających osobowość. Sprytnych, łatwych (niekoniecznie dla nas … niestety) i na luzie.

Nie trzeba promować, lansować, podlizywać się mediom, bywać i szukać sponsorów. W dużym świecie paradoksalnie jest szansa na zwykłe, skromne i szczęśliwe bycie sobą, także i dla nas twórców. Ci, którzy zainwestują swój czas w wewnętrzny rozwój i doskonalenie własnego warsztatu na pewno nie zginą, chociaż szansa, że błysną jak gwiazdy jest nikła.

Nie każdemu się to spodoba.

Jest dla nas miejsce, ale żeby je zdobyć trzeba trochę powalczyć, często zaczynając od siebie samego.

 

Opublikowano inspiracje | 2 komentarzy

Zrób to sam

Ten tekst opublikowała kilka miesięcy temu Moda Forum.  Być może nie każdego zainteresuje, piszę w nim o tym, na czym najlepiej się znam- o problemach małych odzieżowych firm. Wydaje mi się, że watro go tu zamieścić, jest w nim trochę prawdziwej historii mody z kilkunastu ostatnich lat, nie takiej jaką widać w kolorowych pismach. Tak naprawdę nasza praca wygląda troszeczkę inaczej :)

Zrób to sam

Pamiętacie,  Państwo jak pan Słodowy z młoteczkiem w dłoni pokazywał, jak sklecić coś fascynującego z bardzo skromnych składników? Chciałabym napisać coś bardziej nowoczesnego, jednak mój przepis na sukces małej firmy za granicą łudząco przypomina majsterkowanie.

Czy mała firma może być firmą globalną? Czy warto walczyć o rynki zagraniczne? I w końcu jak to zrobić, unikając dużych wpadek? Postaram się odpowiedzieć na te pytania na podstawie kilkunastoletnich doświadczeń z wprowadzaniem na zachodnie rynki moich własnych trzech marek.

Po pierwsze − czy to się uda? Tak, to mi się udało, chociaż nie było łatwo. W przypadku sportowego Kwarka zakończyło się ewidentnym sukcesem. Jesteśmy obecni na rynku, nasze produkty (sportowa bielizna) są kojarzone z bardzo wysoką jakością i obecne w większości specjalistycznych sklepów. Jak to zrobiliśmy? Skoncentrowaliśmy się na tym, na czym znaliśmy się najlepiej, na strojach do uprawiania kajakarstwa górskiego. Stworzyliśmy innowacyjny produkt, którego wtedy na rynku jeszcze nie było. Wymyśliliśmy nie tylko kształt czy fason, (na czym często koncentruje się projektowanie ubrań), ale również samą ideę. Ciepła, w pełni elastyczna bielizna, która dzięki odpowiednim materiałom utrzymuje skórę suchą nawet w zdecydowanie mokrej, górskiej rzece, sprzedaje się z bardzo małymi zmianami od ponad 15 lat. Dystrybucją (poza Polską) zajmuje się zewnętrzna firma prowadząca wiele innych kajakowych marek. Zamiast rozwijać się w tym samym kierunku, co wiele innych firm−czyli produkować tanio (najlepiej w Chinach) ogromną ilość różnorodnych, w miarę dobrych rzeczy, którymi można wypełnić cały sklep − my skoncentrowaliśmy się na jednej małej kolekcji produkowanej w Polsce. Dopracowaliśmy ją, włącznie z jakością i serwisem, do perfekcji. Nie robiliśmy reklamy. Dotarliśmy do serca kajakowego środowiska, pozwalając najbardziej opiniotwórczym ludziom na przetestowanie i ocenienie naszego produktu. To wystarczyło. Z biegiem lat rozszerzyliśmy ofertę o bieliznę do uprawiania innych sportów. Polscy wioślarze wystartowali w naszych produktach na mistrzostwach świata. Nie, nie daliśmy im ich − kupili nasze ubrania, bo potrzebne im były najlepsze.

Chcąc powtórzyć tę drogę, trzeba bardzo dokładnie określić swoje możliwości i kompetencje. Produkt musi być nie tylko autentyczny, ale również doskonały, na każdym etapie − włącznie z serwisem (dostawy, ewentualne reklamacje… itp.).

Trzeba mieć odwagę, by iść swoją własną, unikalną ścieżką, nie patrząc, co sprzedaje się konkurencji. To wymaga wiary w siebie i determinacji, bez nich nie warto zaczynać. Nie jest to też droga błyskawiczna. Wejście w ten sposób na rynek zajmie z pewnością kilka lat. Produkt musi zapuścić korzonki. Co ciekawe, takie korzonki są bardzo głębokie i trwałe jak u roślin wyrosłych w ciężkich warunkach. Kryzysy, nawet te globalne, nie mają na tego typu firmę większego wpływu. Z pewnością to cel, o który warto powalczyć.

Ta strategia małej, kompetentnej firmy okazała się skuteczna także na rynku mody. Udało nam się wprowadzić na rynek linię naszych akcesoriów: czapek, szalików i rękawiczek. Wydaje się, że nie jest to nic wielkiego, każdemu marzy się globalna marka o sławie Prady lub Gucciego, a jednak uważam to za sukces. Jako projektant mam tu ogromną swobodę działania. Czapki w przeciwieństwie np. do garniturów mogą, a nawet powinny być zwariowane, kreatywne, radosne. Lubię je robić i cieszę się, że zostały docenione. Tu powodem sukcesu jest wyróżniające się wzornictwo. Robię, co chcę, byle inaczej niż konkurencja. Traktuję proces tworzenia wzoru jak rzeźbę, pozwalam sobie na spełnianie własnych fantazji i naprawdę dobrze się bawię. Polecam ten sposób pracy przy projektowaniu wszystkich modowych akcesoriów. Powstałe rzeczy muszą być inne, wyjątkowe, kreatywne, ale wciąż wygodne, funkcjonalne, spełniające swoją rolę, czyli powinny być do noszenia, a nie tylko do ozdoby.

W sprzedaży akcesoriów korzystam z pomocy agentów. To bardzo ważne. To oddzielny rynek, w którym zaufanie odgrywa ogromną rolę. Agentami powinni być ludzie z branży, którzy znają swoich klientów i wiedzą, co jest im potrzebne. Najczęściej sprzedają jednocześnie inne, uzupełniające, ale nie bardzo konkurencyjne marki. W ten sposób mają większe szanse na zainteresowanie sklepu rozmową. Mają też wiedzę o rynku, która pozwala na ograniczenie wpadek z płatnościami. Mimo to i tak nie sposób ich uniknąć.

Czy ta metoda zawsze działa?

Tego nie wiem. Wydaje mi się jednak, że działa lepiej niż inne.

Kilkanaście lat temu, kiedy zaczynałam wprowadzać na rynek autorską kolekcję KasiaN, wydawało się, że najlepszym sposobem na sukces są zagraniczne targi. Byłam pierwszym polskim wystawcą na CPD w Düsseldorfie. Jako pierwsza, a być może jedyna, spróbowałam też przeznaczonej dla kreatywnych projektantów Fashion Galery, jako pierwsza zaliczyłam Pure w Londynie, targi w Brukseli, Nowym Jorku, nawet ekskluzywną Atmosphère na Prêt-à-porter w Paryżu. Wszędzie organizatorzy pytali mnie, dlaczego nie ma tu innych Polaków?  Efekty krótkofalowe zwykle były dobre, przez jakiś czas byłam zadowolona ze współpracy z dystrybutorem w Anglii, Stanach Zjednoczonych i Holandii. Nigdy nie udało mi się znaleźć odpowiedniego dystrybutora czy nawet agenta w Niemczech. Współpraca z niektórymi zakończyła się niestety w sądzie. Wygranie spraw wcale nie gwarantuje odzyskania pieniędzy, bardzo polecam ubezpieczenie wszystkich transakcji.

Ogólnie rzecz biorąc, kryzys spowodował zanik wielu sklepów średniej wielkości. Na placu boju zostały bardzo nieliczne, multibrandowe butiki, które by przetrwać na rynku razem z globalnymi markami, zaczęły niezwykle ostrożnie wybierać towar.

To spowodowało, że również ja zdecydowałam się okroić swoją dotąd dość dużą kolekcję do najlepiej sprzedających się elementów − w moim przypadku do płaszczy. I nie chodzi wcale o to, co najlepiej się sprzedawało mi, ale o rzeczy, które butiki sprzedawały szybko, sprawnie i bez problemów. Żeby przetrwać, sklepy muszą minimalizować ryzyko. Towar, który wisi zbyt długo, stwarza zagrożenie, a przynajmniej przeczucie zagrożenia. Jeżeli chcemy się rozwijać, musimy produkować rzeczy, na które klienci czekają, które kupują chętnie i bez wahania.

Wiem, bo od kilku lat współuczestniczę w paryskim, projektanckim butiku w Forum Creatours.

Zostanie detalistą jest jednym z wielu całkiem niezłych rozwiązań dla małych firm. Zwiększa jednak zarówno wolność, jak i odpowiedzialność.

Jak widać próby rozszerzenia oferty i stworzenia firmy średniej wielkości sprowadziły mnie kolejny raz do tego samego schematu − Mała, Kompetentna, Specjalistyczna Firma.

Wszystkie trzy moje małe linie trzymają się dość dobrze. Podobnie mają się inni, których znam na tyle, żeby móc realnie ocenić ich sytuację.

W natłoku globalnych marek, anonimowych sieciówek i ogólnego nadmiaru całkiem niezłych rzeczy, gdzieś na dnie naszej konsumenckiej świadomości kołacze nieśmiało potrzeba prawdziwej autentyczności, oryginalności i perfekcji.

Rozwinie się czy zaniknie? Dobre pytanie :)

Katarzyna Nizinkiewicz

PS: do zdjęć w wełnianych czapkach pozowały nasze złomowe manekiny. Zrobiłam je wiele lat temu na CPD do Dusseldorfu. Przez lata jeździły ze mną po całej Europie jako dekoracja na targi. Ogromną większość z nich sprzedałam, te które zostały stoją teraz przed firmą w Załomiu.

Opublikowano Kasia-N po polsku | Skomentuj

irysy

Ponad 2o lat temu wyprowadziłam się z Warszawy. Mam ogród. Rośliny są bardzo inspirujące.

Nawet jeśli odebrać im kolor, są piękne.

Patrząc na irysy ma się ochotę projektować tylko balowe suknie, pełne falbanek, zwiewne i malownicze. Te kwiaty wydają się tak nieziemsko zachłanne, dumne, pełne przepychu i bardzo zmysłowe. Pojedynczy kwiat otwiera się tylko na jeden dzień, ale chyba w niczym mu to nie przeszkadza. Lubię irysy, to stare odmiany zastałam je już w swoim ogrodzie. Co roku czekam na te krótkie chwile kiedy zakwitną, chociaż nie projektuję balowych sukien. Nie rozumiem świata gdzie rzeczy używa się tylko raz. Projektuję rzeczy do noszenia, niestandardowe ale wygodne, pierne i użyteczne na co dzień. Co nie przeszkadza mi wcale cieszyć się z moich  irysów. Pozwalam im beztrosko dziczeć sobie w trawie, i walczyć o światło i wodę jak każde inne rośliny na łące. I chyba dobrze sobie z tym radzą.

Nigdy nie próbowałam zrobić ubrań wyglądających dokładnie tak jak irysy, ale fascynuje mnie niemal papierowa sztywność ich górnych płatków. Odrobina tej rozpostartej, ale lekko pofalowanej formy pobrzmiewa w przeciwdzeszczowym płaszczu Elf. Lubię ten pomysł. Na pewno jeszcze kiedyś do niego wrócę.

Elf ma też inną cechę, której geneza być może- bo tak naprawdę trudno jest sobie uświadomić skąd biorą się pomysły- wzięła się z pąka. Można go zwinąć i schować w odwróconej na lewą stronę bocznej kieszonce. Tak spakowany zmieści się nawet w małej torebce… może tam leżeć i czekać na swój jedyny dzień- na deszcz.

Opublikowano inspiracje | Skomentuj

twórcy

Czy znów grozi nam feudalizm? Przecież historia kołem się toczy i już tyle razy niosące wszystkim wolność rewolucje po kilkunastu, kilkudziesięciu latach obracały się w swoje niemal dokładne przeciwieństwo?

20 lat temu świat był pełen małych firm. Nie było problemu, żeby znaleźć szewca, stolarza czy krawca. Przedmioty były wykonywane w krótkich, dopracowanych seriach, a ich twórcy dumni ze swojego zawodu. Teraz każdy chciałby pracować dla wielkich. Łatwiej jest wybrać pewność comiesięcznej pensji i wygodne biurko, gdzie nikt nie każe  ani myśleć, ani decydować.  Świetnie zorganizowaną klatkę. Zero ryzyka. Ok. rozumiem to, zresztą to przecież nie moja sprawa… ale co będzie jeśli zrobią tak wszyscy?

Jeśli znikną odważni ( lub szaleni) , którzy wciąż próbują działać na własną rękę? Prowadzą małe, czasem jeszcze rodzinne firmy, mają swoje odrębne zdanie, coś tworzą?

Być może ich (nasza, bo ja też taka jestem) rola nie ma już teraz żadnego znaczenia. Kilenci -konsumenci- nawiasem mówiąc piękna nazwa, jak trafnie określa czego oczekują od nas nasi nowi panowie, wybiorą przecież to co im podpowiedzą media, co zasugerują reklamy. Każdy uważa za swój obowiązek być trendy, czyli taki jak wszyscy, zgodny ze stereotypem, jednakowy.

Jak myślicie skąd biorą się trendy? Przecież nie z obserwacji tego, czego oczekują ludzie, chociaż być może to też jest troszkę brane pod uwagę. Rynek masowej konsumpcji to pole współczesnej wojny. Wojny o wpływy i panowanie nad światem. Każdy z wielkich walczy o narzucenie takich „trendów”, które pasują jemu. Ten komu się uda, wygrywa, bo przecież uda mu się też sprzedać więcej. Trendy porządkują sytuację, upraszczają decyzje … Drodzy projektanci zróbcie nam teraz wszystko żółte. Niech będzie pięknie i jednakowo… a nasze „ukochane owieczki” porzucą natychmiast swoje stare szatki i ….( o co nam przecież dokładnie chodzi)- kupią sobie następne nowe!

Niby to piękny i uporządkowany światek, każdy wie jak się zachować, życie toczy się płynnie i zgrabnie… tylko czemu wciąż mam wrażenie, że wszystko teraz smakuje (wygląda) tak samo? Jest przecież identyczne z naturalnym, ma certyfikat, jest standardowe?

Co stało się z różnorodnością? Dlaczego nie chronimy jej, jak ginących gatunków? Czemu nikomu już na niej nie zależy? Nie przypominam sobie jakoś demonstracji ekologów ochraniających ostatni bankrutujący z braku zainteresowania, mały wielomarkowy sklepik. Niedługo centra wszystkich naszym miast będą już zupełnie jednakowe. Te same sklepy wielkich marek, te same robione w setkach tysięcy rzeczy. Te same witryny i dekoracje. To chyba już ostatnia chwila, żeby zachować choć trochę z barwności naszego niezależnego kiedyś świata. Choćby to co najlepsze, kreatywne zawody, gdzie obdarzeni talentem ludzie w zamian za niezbyt wielkie pieniądze, bardziej z samej radości tworzenia, dają nam coś zupełnie innego, wyjątkowego i niepowtarzalnego.

Teraz jeszcze można sobie kupić, być może niedoskonały, ale oryginalny płaszcz młodego projektanta, czy nie zawsze świetnie uszytą sukienkę, wykonaną w jednym egzemplarzu przez jakąś młoda i pełną zapału osobę. Wprawdzie zginęła większość sprzedających takie rzeczy butików, ale na szczęście został nam jeszcze Internet. Wiem, że taki zakup niesie za sobą ryzyko, że nie ma jak przymierzyć, nie widać materiału, ale też nie trzeba przy tym wychodzić z domu a jeśli coś nie pasuje, można to przecież dość prosto zwrócić.

Piszę to wszystko bardziej dla siebie, nie wiem nawet czy ktoś tego słucha… jeżeli nie chcecie być jak niegdysiejsi pańszczyźniani chłopi, skazani na to co narzucą Wam panujący obecnie panowie, zachowajcie choć odrobinę niezależności kupując choćby takie zwykłe rzeczy jak ciuchy.

Wybierzcie to co podoba się Wam, nie bójcie się przez chwilę być sobą.

Rzeczy od projektantów bywają różne, tak jak różni są sami projektanci. Jedni w skupieniu starają się jak najbardziej dopracować kolekcję, szukają nowych form i rozwiązań, naprawdę coś tworzą. Inni skupiają się na zdobywaniu pozycji wśród popularnych i sławnych, próbując tym samym sposobem co wielkie marki ( promując się w telewizji i prasie, bywając i pokazując) przepchać gdzieś odrobinę wyżej, w nadziei na to, że tłum podąży za jakimś swoim chwilowym idolem i ubierze się grzecznie w to samo. Są też tacy, którzy kopiują wielkich, w nadziei, że skoro takie rzeczy „się sprzedają”, im też się przy okazji coś uda.

Pewnie nie wszystko co stworzą tak niepodobni do siebie ludzie jest dobre i nosząc ich rzeczy troszkę ryzykujecie… ale z drugiej strony, wybierając to, co jest naprawdę wartościowe, chronicie ginący już teraz gatunek –twórcę. Za całkiem niewielkie pieniądze stajecie się współczesnymi mecenasami sztuki. Macie wpływ na to co przetrwa a co zaginie.

Skoro watro kruszyć kopie o zagrożony gatunek biedronki, czy ostatnie, niezbyt się zresztą wyróżniające motyle… może warto byłoby też zachować siłę, która od zawsze była motorem rozwoju ludzkości? Ludzi, którzy potrafią robić rzeczy inne niż wszyscy. Choćby nawet były to rzeczy tak mało ważne jak ciuchy.

 

Opublikowano Kasia-N po polsku | Skomentuj

nagroda IDA

International Design Award to nagroda przyznawana w celu
promowania i uznania dla najlepszych, najbardziej wizjonerskich projektów w dziedzinie architektury, grafiki, projektowania wnętrz, wzornictwa przemysłowego i projektowania mody. IDA zwraca uwagę na twórców przekraczających tradycyjne granice designu. Jest przyznawana w Los Angeles ale dotyczy projektów z całego świata. Została ustanowiona jako siostrzana nagroda towarzysząca jednej z najbardziej znanych na świecie i bardzo prestiżowej corocznej nagrodzie Lucie Award w dziedzinie fotografii.

Dostałam nagrodę w kategorii Fashion za kolekcję Lato 2010. Jestem projektantem roku!

 

Kiedy dowiedziałam się, że dostałam nagrodę, zupełnie nie umiałam się zdecydować co mam powiedzieć. Oczywiście wiedziałam, że nie pojadę do Los Angeles, z wielu powodów, także z tego, że moja świeżo wyjęta z gipsu noga jest zapuchnięta i ledwo się zgina. Poproszono mnie o dwuminutowe video z przemówieniem. Nagranie jednej minuty zajęło mi, i dwójce moich przyjaciół cały dzień.

to tekst, który udało mi się w końcu z siebie wydusić (po przetłumaczeniu na polski ) :

Dziękuję bardzo za tą nagrodę. Żałuję, że nie mogę być z Wami w Los Angeles.

W mojej pracy nie wszystko jest proste i czasami w złych chwilach myślę, że moda nie ma już żadnego znaczenia. Nie jest „na zawsze” jak architektura, nie ma w niej nic nowoczesnego jak we wzornictwie przemysłowym. Nie ma nic wspólnego z nowymi technologiami, a na domiar złego życie każdego pojedyńczego produktu jest bardzo krótkie. Przetrwanie w świecie mody jest  trudne i niemal nie ma w nim już miejsc dla niezależnych projektantów. Wygląda na to, że to już nie ma sensu… ale ja to robię.

Robię to z dwóch powodów.

Dla siebie, bo bardzo lubię sam proces tworzenia i myślę, że wciaż jest w nas potrzeba kontaktu z  nowymi pięknymi rzeczami. Piękno jest ważne i nie powinniśmy nigdy przestawać go tworzyć.

I dla innych. Prawdziwa moda uszczęśliwia ludzi. Dobrze zaprojektowane ubrania pozwalają im poczuć się pewniej i być bardziej na luzie…. I na koniec ja też jestem szczęśliwsza bo udało mi się wyprodukować odrobinę więcej szczęścia i troszkę więcej wolności.

Ten tekst zmusił mnie do zastanowienia się czym jest dla mnie moda. Zajmowałam się nią przez niemal 15 lat. Dość dużo osiągnełam i wiele się nauczyłam. W ostatnich latach niemal wszystko w tym świecie się zmieniło i czasem naprawdę sama już nie wiem… po co mi właściwie ta moda?

Być może każdy z nas musi się czasem  zmierzyć z tym problemem. Lubię pisać i niewiele mam do ukrycia, więc zmierzę się z nim publicznie… na blogu :)

Opublikowano Kasia-N po polsku | Skomentuj

International Design Award

Please look on that   http://idesignawards.com/

I am Fashion Designer of The Year! :)

I could not be on the award giving ceremony in Los Angeles, below is my acceptance speech:

„Thank you very much for this award. I am sorry I can not be in Los Angeles with you.

Not everything is easy in this job and sometimes in the bad moments I think that fashion has no importance. Is not forever like architecture, not so modern like product design. Nothing to do with new technologies and finaly very short life of single design. The world of fashion is hard and there is allmost no place for independent designer now. But even it looks like no sense, I do it.

I do it for two reasons.

I do it for my self because I like the process of creating new design and I think there is still a need to make more beautiful things just because beauty is so important.

And I do it for others. Good fashion makes people happier. Wearing well designed clothes makes them more sure about them selves, and more relaxed, and on the end I am happy because I produced  more happiness and more freedom.”

 

Opublikowano Kasia-N in English | Skomentuj